poniedziałek, 2 listopada 2009

warszawska sardynka.

Przedłużony weekend spędziłam w domu... było ciepło, pysznie i pachnąco, jak to w domu. Tylko pogoda przywitała mnie niechętnie, na szczęście szybko wyszło słońce. Na dworcu dotarło do mnie, że odzwyczaiłam się od warszawskiego trybu życia - wszechobecnego tłumu i ścisku w pociągu. Na szczęście "u mnie" dalej spokojnie. Dawno nie miałam takiej chwili, żeby odłożyć książki i schować się pod kocem z herbatą. Mam w głowie gonitwę myśli, maraton pomysłów. Aby nie dopadła mnie za szybko jesienna aura zabieram się za filcowe cudaki.




8 komentarze:

Lula Lu pisze...

i się nie odezwałaś? oki, wybaczam, bo to rodzinne święta. Ale pamiętaj, ze wór z prezentami czeka ;)
A broszki.. ślicznotki w olowym stylu :) Chciałoby się powiedzieć, ze takich nigdy za mało, ale nie będę pazerna ;)

coco.nut pisze...

śliczne są!!!

Mama Neli pisze...

Cudeńka!

Paula pisze...

CUDNE! Jedyne w swoim rodzaju...

:)

Oli pisze...

Lula, chciałam się spotkać, ale czasu zabrakło :( i też mam dla Ciebie kilka "cosiów" ;)

Soll pisze...

też chcę takiego spokoju:) broszki jak zwykle śliczne :*

Cicho pisze...

jak zwykle piękne prace (:
bardzo ładne broszki.

kigabet pisze...

takie twoje i to w nich najbardziej uwielbiam .. tę rozpoznawalność stylu ale nie natrętną powtarzalność, która czasem dopada "twórców" ...